Rozdział 1

Trochę fikcji literackiej...

"Jeszcze pięć dni pracy i w końcu będę miała urlop" - to była moja pierwsza dzisiejsza myśl zaraz po przebudzeniu. Mąż i syn jeszcze spali, więc po cichu wstałam, nastawiłam wodę na kawę i zaczęłam się myć. Myśl o tym, że dziś muszę iść do pracy, jutro muszę iść do pracy i przez kolejne trzy dni jeszcze muszę iść do pracy wywołała u mnie ból głowy. A może to skutek tego czekania na pensję? Od wczoraj co kilka godzin logowałam się na konto, żeby sprawdzić czy już przyszła. Już dawno tak na nic nie czekałam, a dodam, że z natury jestem bardzo niecierpliwa.
Ostatnio nie mieliśmy problemów z kasą, ale ponieważ nasze oszczędności się skończyły, to i końcówka tamtego miesiąca była dość dramatyczna. Tylko jak powiedzieć o tym mężowi, że musimy zacząć liczyć się z wydatkami?
Od zawsze to ja zajmowałam się sprawami finansowymi, mąż nigdy nie miał do tego głowy. Teraz też muszę się jakoś z tym uporać i choć plan mam, to z realizacją może być trochę gorzej.
Po kawie i papierosku ponownie zalogowałam się na konto, a tam dalej nic. W domu lodówka pusta, pieluchy dla dziecka się kończą, a ja pełna niepokoju oczekuję na pensję. I w końcu przyszła! Czym prędzej ubrałam się i oświadczyłam mężowi, że jadę na zakupy i niebawem wrócę, na pewno jeszcze zanim on wyjdzie do pracy.
Na zakupach zaczęłam liczyć to, co wkładam do koszyka, żeby kupić tylko tyle, ile faktycznie jest nam potrzebne. I co? Jaki efekt? Rachunek na 140 zł! O cholera! W ten sposób ciężko będzie nam przeżyć ten miesiąc.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz